fbpx
+48 22 455 38 38
Szczęśliwe wakacje

Szczęśliwe wakacje

Pierwszy raz Anna Garwolińska wybrała się do Club Med. w 1992 r. W Polsce był on wtedy zupełnie nieznaną formą wypoczyn­ku, a w samej wiosce klubowej na Dżerbie w Tunezji była pierwszą Polką co zostało szybko zauważone. Siedem dni na Dżerbie pozwoliły zregenerować siły i dojść do siebie.

To było ważne, bo praca doradcy ministra dawała się we znaki i nieraz ją wy­kańczała.  To co mi się od razu spodobało  wspomina Ania to du­ża dawka kultury i świat bez barier dobrze sytuowanych ludzi, którzy chodzili tak samo jak ja w bawełnie, nie mówili o swojej pracy i byli na absolutnym luzie. Nikt nikomu nic nie narzucał, jeżeli już to promienny uśmiech, gest przywitania. Pomy­ślała wtedy że ten miły i nie narzu­cający sposób w jaki się nią tutaj zajmują pozwala jej szybko nałado­wać akumulatory. Była po Szkole Filmowej więc przykładała wagę do estetyki. W Club Med wszystko wokół było piękne, zadbane. Dba­łość o otoczenie, dbałość o gości i to już w pierwszym momencie gdy się ląduje na lotnisku. Anna Garwo­lińska ma dzisiaj własną firmę pu­blic relations i public affairs, która na rynku według, rankingu dzienni­karzy zajmuje piątą pozycję. Tak jak dawniej bardzo dużo i kreatywnie pracuje i co jakiś czas, przynajmniej dwa razy w roku musi oderwać się od pracy, od spraw, telefonów i od narzeczonego. On nie jest tak jak ona zapracowany i rozumie te jej odloty. W restauracji gdzie umówi­łyśmy się o 13 Ania jadła pierwsze śniadanie, dwa dni później wsiadła do samolotu i poleciała do Club Med na Dominikanie.

Czy znasz już wszystkie kluby, zapytałam?
Azjatyckie na pewno, to są zresztą moje najbardziej ukochane klubowe wioski. Spokojniejsze niż europej­skie, z większym nastawieniem na wypoczynek rodzinny i ze zdecydo­wanie większym nastawieniem na angielski, który lubię.  Od połowy zeszłego roku  mówi Anna funkcjonuje nowa wioska w Japonii. Pewnie za rok gdy znów się spotkamy w jakimś barze będzie się szykowała by ją poznać. Jest amatorką japońskiej kuchni, szczególnie sushi. W Warszawie lubi odkrywać kolejne knajpki japońskie. Jednak wypoczy­nek Anny to nie tylko Club Med. Przynajmniej raz w roku wyjeżdża latem z narzeczonym, w urlopach zimowych nie gustuje, a gdy chce być tylko Anią to wybiera Club Me­diteranee. Tam jest otoczona podob­nymi jak ona ludźmi, robi co chce, dużo czyta, opala się, pływa. Lubi narty wodne, katamaran, latanie na trapezie. Podoba jej się to, że naj­młodszy uczestnik tego sportu ma kilka lat, a najstarszy ponad 70. Ko­cha tańczyć do białego rana, dawka szaleństwa  mówi Ania, jestem za.

Na Bali poznała Australijczyków. Gdy się rozstawali to nawet nie wy­mienili adresów. Minął rok  w na­stępnym klubie znów wpadliśmy na siebie – śmieje się Ania. Tym razem nie obeszło się bez wymiany wizy­tówek. Anna Garwolińska jest ko­bietą zadbaną, ma swój styl. Poza frutti di mare, warzywami i owoca­mi przepada za sobotnio-niedzielny­mi śniadaniami przyrządzanymi wspólnie z narzeczonym, to wszyst­ko na co może sobie pozwolić jeśli chodzi o gotowanie.  Praca jest moim hobby, stwierdza  choć nie jestem pracocholiczką. W ciągu ro­ku muszę bywać na 100, 150 impre­zach i przychodzi moment, że ma ich dość. Znów zatem pakuje waliz­ki co zajmuje mniej więcej kwa­drans i odwiedza kolejny klub, choć chętnie wraca do tych samych.  Je­stem szczęśliwym człowiekiem, mówi o sobie. Sama decyduje o ży­ciu i spełnia swoje marzenia.

Dowiedz się jako pierwszy o najlepszych ofertach i najnowszych promocjach!






 
 Zapisz się do Newslettera 
Możesz się wypisać w każdej chwili
close-link