Było fajnie, ale momentami i strasznie. Na szczęście wszystko skończyło się szczęśliwie. Przeleżałam wtedy w ogromnej pryzmie śniegu, ale nic mi się nie stało. To były dopiero wczasy, to były przygody — wspomina z radością w głosie swój zimowy wypad do znanego francuskiego kurortu Val d’Isere gwiazda telewizji Alicja Resich-Modlińska.
Ten zimowy wypad pani Alicji skończył się w ośrodku Club Med. Nie był to zresztą jej jedyny wypoczynek w wioskach klubowych tej renomowanej firmy.
— Byłam też w ośrodkach Club Med w Palmiyi w Turcji, Santa Teresie na Sycylii oraz w Kamarinie na Sardynii. Gościłam w tych trzech ośrodkach latem. Bo ja kocham wypoczynek i letni i ten zimowy. Pod warunkiem tylko, że jest on dobrze zorganizowany.
Pomysłowi dla każdego
A ośrodkom Club Med można tylko pozazdrościć nie tylko organizacji, ale i pomysłowości w układaniu czasu wolnego, czasu dla dzieci, które przecież nie raz towarzyszą swoim rodzicom. Jednym słowem to były bajkowe urlopy — dodaje pani Alicja.
Dwie miłości — narty i tenis
Nasza rozmówczyni, jeśli tylko są ku temu dobre warunki kocha czynny wypoczynek. A co kocha najbardziej?
— Narty i tenis. W tenisie, mówiąc nieskromnie miałam wielkie osiągnięcia. Startowałam przecież w różnych turniejach i to tych profesjonalnych. Z dużym niekiedy powodzeniem. Kiedy wiec zobaczyłam w ośrodkach Club Med korty tenisowe nie zniechęciła mnie do wywijania rakietą ani wysoka temperatura powietrza ani nawet wysoka wilgotność. Byłam wtedy w swoim żywiole, tłumaczy. — Ja to naprawdę kocham.
Ale pani Alicja kocha też coś, co wielu nazywa zwykłym leniuchowaniem na słońcu. Bez biegania, bez piłki siatkowej, bez tenisa. Leżak, plaża, orzeźwiający drink, a już na pewno słońce wystarczą czasami, aby fajnie spędzić wolne chwile. Tak przynajmniej twierdzi bywalczyni ośrodków Club Med. A ponieważ łatwo i o słońce i o ciepłą wodę na Sycylii czy na Sardynii „zorganizowanie” sobie takiej formy rekreacji nie jest wcale trudne.
Szusy na nartach
Ale Alicja Resich-Modlińska kocha też narty i ta opisana na wstępie przygoda w Val d’Isere była przez nią sprowokowana. Tak. Właśnie sprowokowana.
— Bo wypad w góry polegał na wyprawie z tak zwanym monitorem. Ten monitor to doświadczony narciarz, taki przewodnik. Chodziło o dotarcie z nim, czy też pod jego kuratelą do takich rejonów off piste w okolicach tego kurortu, w które raczej nie zapuszczają się zwykli narciarze. A trzeba powiedzieć, że wtedy warunki jazdy na nartach są o niebo trudniejsze niż na zwykłych szlakach. I kiedy wpada się niespodziewanie w wielką zaspę śniegu, która na jakiś czas człowieka momentalnie skrywa, to — jak już mówiłam — jest najpierw śmiesznie, potem jednak trochę strasznie —wspomina wypoczynek we francuskim kurorcie.
W Club Med zawsze jest wspaniała organizacja, zaskakuje jego wyposażenie i czystość jak tam panuje, bo Club Med jeśli nie dostarcza luksusu to na pewno oferuje wypoczynek na wysokim poziomie.
Myślą też o dzieciach
Organizatorzy takiego wypoczynku prześcigają się w pomysłach na spędzenie wolnego czasu, byle tylko dać coś nowego swoim klientom, bo od tego przecież zależy, czy taki wczasowicz odwiedzi jeszcze kiedyś ten ośrodek czy nie.
— Ważne jest również i to, że rodzice, którzy wypoczywają z dziećmi mają zawsze stuprocentową pewność, że kiedy oni sami są na stoku czy na basenie ich pociechami ktoś się troskliwie i profesjonalnie zajmuje. To bardzo ważne. Poza tym dzieciaki uczą się nie tylko obcych języków, ale poznają swoich rówieśników z innych krajów, a takie znajomości zawsze wzbogacają — dodaje pani Alicja.
Czym byłyby jednak najlepsze wczasy, w najlepszych warunkach, z najlepszą nawet pogodą, bez świetnego jedzenia. I pod tym względem wioski klubowe Club Med należą do najlepszych.
— Bardzo mile wspominam prezentacje poszczególnych kuchni narodowych. Nikogo przecież nie trzeba przekonywać, że dobra kuchnia znaczy wiele w życiu każdego człowieka — kończy swoje wspominki o pobycie w ośrodkach Club Med Alicja Resich-Modlińska.